Przyjechaliśmy do T. bardzo podnieceni, przecież to miał być nasz pierwszy egzamin. Jeszcze w pociągu trenowaliśmy chin na (podobno jeden z egzaminatorów ma na tym punkcie "hopla", tak mówił nasz instruktor), co o mało nie skończyło się wysiadką w K., gdyż starsza pani poskarżyła się konduktorowi że: "...wie pan, w tamtym wagonie to się biją chuligani!!!". Na szczęście pan Konduktor okazał się wyrozumiałym człowiekiem, co skończyło się biletem o podwyższonej opłacie (z tego podniecenia zapomniałem go kupić).

Zdarzyło się pewnego razu, że uczeń Mistrza Kung-Fu przeszedł z powodzeniem nauki wstępne i przystąpił do Ostatecznej Próby. Rzekł mu tedy Mistrz:
- Stań na placu przed świątynią i przepołów gołymi rękami deskę, którą ujrzysz opartą o kamienie.